27 sierpnia 2014

Warsaw Cyberpunk II: Prokurator

07.22 CST    22.09.2058 Sylvester Grave

Obudził mnie świergot elektrycznych ptaków, momentami przechodzący w mechaniczny zgrzyt setek komunikatów i wieszających się aplikacji. Wstałem. Odkleiłem twarz od cicho buczącego laptopa i starałem sobie przypomnieć, co wczoraj zaszło. Lub przynajmniej uprawdopodobnić przebieg wydarzeń.
– Musiałem znów pić przez komunikator internetowy. – Czknąłem cicho sam do siebie i pogardliwie strąciłem pustą butelkę z kolan. Po paru minutach spędzonych na bezmyślnym wgapianiu się w pustkę pokoju, ruszyłem powłócząc nogami do kuchni. Nie byłem głodny, ale musiałem coś zjeść. Tak bowiem robią o poranku normalni, ambitni, świadomie planujący swoją przyszłość "młodzi-zdolni". Kurwa mać.

25 sierpnia 2014

Przygody Roberta 2 cz. 4


Zawsze lubiłem góry. Nie byłem fanatykiem, który spędza w nich każdy wolny dzień, ale cieszyłem się na każdą rodzinną wyprawę w górskie okolice. Zapierające dech w piersiach widoki, rześkie, czyste powietrze i przyjaźni, otwarci ludzie – to właśnie najbardziej doceniałem w górach.

Najtrudniejszym elementem naszej wyprawy była sama podróż. Agnieszka nie chciała jechać tak daleko samochodem, więc padło na transport kolejowy. Wybraliśmy poranne połączenie do Nowego Targu, skąd odebrać nas mieli znajomi Agi. Kilkugodzinna jazda zatłoczonym pociągiem nie należała do przyjemnych, a poza tym przypominała mi dopiero co niedawno przebytą monotonną drogę na obóz i z powrotem. Pociąg był pełny, przez co nie mieliśmy okazji porozmawiać. Siedzieliśmy naprzeciwko siebie, przy oknie i podziwialiśmy widoki, od czasu do czasu tylko odzywając się do siebie. Chwilę pograliśmy w karty i było to chyba naszą największą interakcją podczas tej wycieczki.

22 sierpnia 2014

Ravenscar: Edward cz. 2

– Dzień dobry! – Emma z uśmiechem powitała wchodzącego do kuchni dziennikarza. Był już późny poranek, jednak nikt Edwarda nie obudził. Ted Barkley i jego żona uznali, że po długiej podróży i wieczornym studiowaniu akt, które – jak przypuszczali – zajęło mu sporo czasu, ich gość był zmęczony i należał mu się wypoczynek.
– Nie budziliśmy pana, bo też nie było potrzeby zrywać się o świcie. Z Betsy Norton umówiłem nas w południe, zatem mamy jeszcze sporo czasu. Proszę siadać.
To mówiąc, Ted Barkley, siedzący w jadalni znajdującej się bezpośrednio przy kuchni, wskazał na krzesło po drugiej stronie stołu, przy którym Edward wczorajszego wieczoru jadł kolację z żoną inspektora.
– Dziękuję. – Dziennikarz usiadł, a Emma nalała mu gorącej kawy i podsunęła w jego stronę koszyk ze świeżym pieczywem oraz deskę z wędlinami. – Dziękuję i przepraszam, że tak długo spałem. To do mnie niepodobne, jednak zarówno podróż, jak i klimat oraz świeże, nadmorskie powietrze całkowicie mnie wyczerpały. Spałem jak zabity. Panie Barkley, czytałem akta, które pan mi zostawił i muszę przyznać, że przed nami nie lada wyzwanie. Zbyt wiele z tych dokumentów nie wynika. Trudno nawet wysuwać jakieś wstępne hipotezy.

20 sierpnia 2014

Miłości.10. Dziękuję i przepraszam

Czarna kotka, która wprosiła się do Iwony, na drugi dzień zażądała wypuszczenia z mieszkania i zniknęła. Po trzech dniach oczekiwania Iwona zyskała pewność, że kicia złożyła jej zaledwie przelotną wizytę i więcej się nie pojawi.

Poczuła się nieco zawiedziona. Nie marzyła wcale o zwierzaku w domu, ale kotka była taka... dziwna. Zachowywała się jakby znały się od lat, jakby zupełnie normalnym było odwiedzenie przyjaciółki bez zapowiedzi. Może wróciłaby, gdyby Iwona poczęstowała ją czymś? Może trzeba było jej chociaż kawałek sera dać? Koty chyba lubią takie rzeczy... Niestety Iwona nie wpadła na to. I kicia sobie poszła. Pewnie należała do kogoś i wróciła do domu.

Trudno. Może to po prostu był sygnał od podświadomości, że Iwona powinna sobie sprawić własnego kota. Żeby samotne wieczory były trochę mniej samotne... Nie przypadkowo przecież kotka wyglądała dokładnie jak Pantera z jej wizualizacji. Wszechświat potrafi zorganizować najdziwniejsze zbiegi okoliczności, by zakomunikować coś ważnego.

W sumie pomysł nie był taki zły. Pełno jest przecież kotów dachowców do oddania w dobre ręce, trzeba się tylko przygotować, kupić kuwetkę i normalną karmę, może jakieś mięsko. Nie są to jakieś porażające koszty.

18 sierpnia 2014

Po prostu niebo cz. 4


List XXXV
Stan do Marie
Cóż Marie, jak to cudownie mieć tyle lat, co mam. By się nie zatracić. Nie oszaleć... do końca. A "tylko" cieszyć się i podniecać tym, co teraz ma miejsce. Ostatnie dni i historie były niesamowite, ale chyba jestem Ci winny wyjaśnienie. Ciągle pytasz o obrazy u mnie na ścianie. Namalowała je moja partnerka. Spotykamy się dwa razy w tygodniu od kilkunastu już lat. Pomyślałem, że chciałabyś wiedzieć. Póki żadne z nas nic nie straciło.
20 wrzesień 20**

List XXXVI
Marie do Stana
A więc nie jesteś wolnym mężczyzną. Sądziłam, że te Twoje „inne historie”, to tylko przelotne romanse. Zdążyłam już sobie wyobrazić nasze szeptane, rozerotyzowane przed snem telefony. Szybkie trzeźwienie. Tyle razy mówiłeś, że się znudzę, że przestanę się spełniać w takiego rodzaju relacji. Teraz rozumiem.

15 sierpnia 2014

Janko

Jeszcze tylko trochę. Tak niewiele brakuje.

Zadrżała ręka. Niewielka nakrętka wypadła spomiędzy roztrzęsionych palców i potoczyła się po podłodze. W ostatniej chwili, nim wpadła w szczelinę między deskami, udało mu się zatrzymać ją stopą. Najdelikatniej jak mógł wysunął się spod urządzenia i pochwycił złośliwą nakrętkę. W tym momencie nie wytrzymał. Ryknął, chwytając za masywny klucz francuski i zamierzył się na konstrukcję. Ręka zatrzymała się na milimetry od urządzenia. W ostatnim momencie uświadomił sobie, czym groziło uszkodzenie choćby najmniejszego elementu.
– Nie – mruknął.

Odłożył narzędzie na stół i oparł się o niego rękoma. Zamknął oczy i wykonał kilka głębokich wdechów. Odpędził niewidzialną muchę krążącą wokół głowy. Złożył ze sobą trzęsące się dłonie i na chwilę przestał istnieć dla otaczającego świata. 

13 sierpnia 2014

Warsaw Cyberpunk I: Paradiso Club

9.30 CST 22.09.2058 Abso Blair

Cholera jasna. Jestem już starym facetem, wiecie? Jeden z postnowoczesnych filozofów francuskich, którego nazwisko wypadło mi z głowy, opisał pokolenie dwudziestoparoletnich, zdziadziałych panów w garniturach, próbujących zgodnie z medialnym przekazem opanować świat dyspozycyjnością, energią i oddaniem firmie. Nie, nie byłem jednym z nich, a tylko naprzeciw takiego siedziałem. Jamochłon ów, święcie wierzący w to, że swoją ciężką pracą ratuje świat, heglowski absolut i całe pokolenie starszych pań z Texasu , którym zagrażają ciapaci, sprawdzał na ipadzie, srajfonie albo szajsungu najnowsze doniesienia z ryjbuka czy innych portali, które rzecz jasna były – w przeciwieństwie do telewizji czy prasy – prawdomówne i wiarygodne. Wyglądał, jakby właśnie zstąpił tu z wyższej dzielnicy i tak zapewne było. Nienagannie skrojony garnitur z prawdziwej bawełny skrywał idealne, młode i muskularne ciało szczęśliwego efektu genotechnologii. Zabójcze niebieskie oczy, lekki, parodniowy, jasny zarost, wystające kości policzkowe i gęsta blond czupryna czyniły go wręcz archetypem Apolla, Marsa i Johnnego Deppa w jednym.

11 sierpnia 2014

Kamila: Strumień

Od Autora: Witam wszystkich, którzy czy to błądząc po odmętach internetu, czy też nieco bardziej świadomie, trafili na moje opowiadanie. Uznałem, że przed rozpoczęciem lektury warto byłoby złożyć Czytelnikowi kilka słów wyjaśnienia. Kamila nie jest zwykłym opowiadaniem. Powstała jako eksperyment w zakresie poszukiwania przeze mnie formy, w którą można by ująć myśli, przeżycia i rozterki wewnętrzne bohaterki. Jako eksperyment proszę je też potraktować.
Niech to opowiadanie będzie chwilą wytchnienia przed powrotem do klimatów grozy, które jeszcze w sierpniu znajdą swój punkt kulminacyjny na łamach Najlepszej Erotyki.
Żeby nie przedłużać, zapraszam do lektury i podzielenia się opiniami, dotyczącymi opowiadania.

Duże, obszyte materiałem guziki tworzyły idealnie prostą linię, rozdzielającą jej piersi. Sukienka, którą miała na sobie sięgała pewnie do połowy ud, jednak sposób, w jaki leżała na miękkim i ciepłym kocu sprawiał, że w tej chwili była podciągnięta tak, iż odsłaniała większą część jej młodych, słodkich nóg. Wprawny podglądacz z pewnością starałby się znaleźć taką pozycję, aby dostrzec choć fragment bez wątpienia seksownej bielizny. Jeśli w ogóle ją miała. Ciemnografitowy materiał sukienki pięknie komponował się z delikatnym brązem jej opalonego ciała. Połączenie tych kolorów sprawiało wrażenie, że tonacja materiału wpada w lekki granat, może z domieszką zielonego.

8 sierpnia 2014

Trip

Zajęła „swoje” miejsce - tuż przed witryną sklepu z elektroniką. Za plecami, za cienką szybą, telewizor najnowszej generacji ukazywał swe możliwości: piękny panoramiczny obraz, żywe kolory w postaci barwnych papug na tle soczystej zieleni co milisekundy odświeżały się na ekranie. Idylla, można by rzec.

Przechodzący obok ludzie, czasami zerkali na wielki kolorowy prostokąt tuż nad nią, obserwując przez chwilę wyświetlane obrazy. Na dziewczynę nikt nie patrzył. Stanowiła stały element tego miejsca. Większość osób przywykła do obecności klęczącej kobiety. Wygodniej było jej nie zauważać. 

Pracownicy sklepu, czasami również policja, przeganiali ją z zajmowanego miejsca. Jednak zazwyczaj dawali dziewczynie spokój.

Dzisiaj nikt się nie czepiał. Monety wrzucane do plastikowego kubeczka dźwięczały melodyjnie kilka razy. Nie miała siły, aby sprawdzić, jak szczodrzy okazali się tego dnia przechodnie. 

Nie pamiętała, jak się tu dzisiaj znalazła, a może spędziła przed sklepem całą noc, nie była pewna.

6 sierpnia 2014

Miłości. 9. Mocniejszy akcent

Plaża wyglądała nadzwyczaj urokliwie. O tej porze roku była pusta, nikt normalny nie kręcił się tutaj przy niemal już stale pochmurnej pogodzie. Dziś akurat nie padało, ale Asi było to właściwie obojętne. Może nawet lepiej byłoby, gdyby do krajobrazu dołączyła rzęsista ulewa – jak ostatnie pociągnięcie pędzlem na tym industrialnym pejzażu.

Wszystko szare. Szary filar potężnego mostu, szary piach wymieszany ze żwirem, szare trawy porastające gdzieniegdzie brzeg rzeki. Sama rzeka, i niebo w niej odbite, szare jak wszystko. Asia zagapiła się na tę szarą harmonię. Wszystko dobrze.

Ale trochę zbyt jednolicie. Rozejrzała się wokół w poszukiwaniu jakiegoś mocniejszego akcentu. Przegrzebała patykiem stertę śmieci porzuconych pod najbliższym wody krzakiem, ale nie znalazła nic ciekawego, ot, butelki po wódce, po napojach, jakieś szmaty... Pętla zardzewiałego drutu, może się nada.