22 maja 2015

Alaizabel - smak spalonej płyty głównej.

Anton Petukhov, bez tytułu, CC BY 2.0
Wszystkie wiersze o miłości nigdy nie zamienią się w miłość – Edward Stachura, Fabula rasa s44.

Zapalam papierosa, ale pierwszy obłok dymu drażni moje płuca i pozostawia na języku smak spalonej płyty głównej. Kiepuję więc, zgniatając niedopałek w metalowych palcach i wytrącając resztkę żaru i tytoniu.

W tym czasie ona próbuje sprawić, by cały świat zaczął się kręcić zgodnie z jej wolą. Oplatać ją, adorować i oddawać boską cześć. Skręca papierosy na półautomatycznej maszynce i robi to tak, jakby odprawiała jakiś pogański rytuał.  Prawie słyszę dźwięk bębenków, grzechotek i gardłowe zawodzenie przy wtórze łkającej gitary elektrycznej. Gdy zagrają cienie, widzę na jej policzkach jaskrawe wzory farb ekologicznych. Potem szczęka maszynka, czar pryska, a ona zwija koniec bibułki tak, by tytoń się nie wysypał. Nigdy nie robi tego samotnie. Zawsze przychodzi z pustą papierośnicą i zaczyna ten rytuał, tę pojebaną, babską magię. Ogniskuje na sobie wzrok innych. Potrzebuje atencji.

19 maja 2015

W krzywym zwierciadle czasu

Ralf Krampe, "Porträt Marilyn Monroe",
CC BY-SA 2.0 DE
14 godzin i 58 minut do odwrócenia spirali czasograwitacyjnej

– Ach… tak, tak… mmmm… aaa… fuck, fuck, fuuuck...
Gdzieś z oddali, jakby spoza świadomości, coraz wyraźniej docierały do niego znajome, charakterystyczne dźwięki. 
Powoli powracała jasność umysłu. „A więc to już. Nareszcie. Chyba coraz gorzej znoszę przeciążenia czasograwitacyjne” – pierwsza trzeźwa myśl przemknęła mu przez głowę. Udając, że wciąż jeszcze śpi, spod przymkniętych powiek lustrował wnętrze dużej, wytwornie urządzonej sypialni.Z drugiej strony szerokiego łoża młoda kobieta o niebanalnej urodzie przeżywała właśnie głośne chwile błogiego uniesienia, zabawiając się wibratorem. Wyglądała przy tym niezwykle kusząco w efektownym, przezroczystym dezabilu.
– Taaak... uhmmm… aaaaa… uaaa…
Przyglądał się, jak przyjemnie brzęczący wibrator powoli zanurza się w jej rozchylonej szparce, podczas gdy druga dłoń kobiety stymuluje łechtaczkę.
„Całkiem niezła dupa jeszcze, taka szczupła czarnulka. Czarująca i z klasą, nawet z tą zabaweczką między nogami” – pomyślał, zajmując trochę wygodniejszą pozycję. – „To chyba jego żona... eee… to znaczy moja żona” – skonstatował tę wydawałoby się oczywistą myśl dla doświadczonego czasonauty. Poczuł, że jego członek robi się coraz twardszy i zapragnął włączyć się do gry.

15 maja 2015

Huśtawka odczuć

z prywatnych zbiorów BR
Dudnienie serca zagłuszało rozlegającą się wokół ciszę. Dopełnieniem był przyspieszony oddech i zaciśnięte ze strachu powieki. Panika przejmowała nade mną kontrolę. Uwięziona we własnej głowie. W ciemnościach. Ja kontra moja fobia. 
Mrok zawsze wywołuje we mnie strach. Wyostrza wszystkie zmysły, zwalniając ostatnie hamulce. Tak jakby ktoś zamazał nieprzekraczalne granice – wszystko staje się płynną jednością. Jest tylko otchłań, która wciąga głębiej, odbierając oddech.
Sekundy mijały, a ja miałam wrażenie, jakby czas niemal stanął w miejscu. Byłam jak zwierzę zamknięte w emocjonalnej klatce. Czułam, że on jest blisko. Nawet gdy go nie widzę, wiem, kiedy jest obok mnie. Dzięki tej bliskości wiem, że jestem bezpieczna.

***

12 maja 2015

Miniatury MRT

Bursztynowa Komnata

– Karola, może dosiądziesz się do nas?
Tono siadł jednym półdupkiem na krześle barowym. Oparł łokieć o ladę i spojrzał na pogrążoną we własnych myślach dziewczynę. Otrząsnęła się, przeturlała między palcami niewielką szklaneczkę i kiwnęła nią w kierunku stojącego nieopodal barmana. Rozumieli się bez słów. Po chwil stał przed nią kolejny mocny shot o bursztynowym kolorze i zniewalającym zapachu. Produkowany w niewielkich ilościach przez manufakturę należącą do tego samego człowieka, w którego zajeździe spędzali wrześniowy weekend, likier sosnowy doprowadzał ją do ekstazy. Mocny, słodki trunek nie miał sobie równych. Pozwalał zapomnieć o całym bożym świecie i oddać się błogości.

Nie miała specjalnej ochoty tu przyjeżdżać. Namowy chłopaków nie robiły na niej specjalnego wrażenia. Była już przyzwyczajona do co weekendowych wyjazdów za miasto do szemranych, dusznych knajp, w których tłuste grubasy wlepiają swoje sprośne oczy w nagie ciała powiązanych dziewcząt. Może kiedyś ją to podniecało. Szorstkie sznurki wrzynające się w delikatne ciało, doprowadzające przez cały nieznośnie długi wieczór do ekstazy, podczas której gubiła wszystkie myśli. Kiedyś było fajnie. Zmieniło się, gdy z grupy odszedł Patryk.

8 maja 2015

Strzeż się pociągu (Miniatury Smoka Wawelskiego)

Fot. Lu Yu - flickr.com CC BY-NC 2.0
Szanowni Czytelnicy,

W przerwach pomiędzy kolejnymi częściami "Siedmiu pieczęci" chciałbym zaprezentować kilka mniejszych lub większych opowiadań, stanowiących zamknięte całości - ot, taka próba ucieczki od ciągłego pisania jednej historii.

Dziś oddaję Wam do czytania dwa utwory zainspirowane moim ulubionym zbiorem opowiadań Stefana Grabińskiego "Demon ruchu". Tekst pierwszy powstał w oparciu o fragment "Głuchej przestrzeni", drugi nawiązuje do "Sygnałów".

Nie będę przedłużał. Życzę przyjemnej lektury.
Smok Wawelski


5 maja 2015

Audrey

Alexey (LesiaV), "Girl in a white dress", CC BY-ND 3.0
Dziwki, powiedziałbyś, na całym świecie są podobne. Mało się napracować, wyciągnąć z frajera jak najwięcej. Ta nie była inna. Zauważyła mnie już z daleka, gdy tylko przystanąłem na rogu. Otworzyłem piwo, zapaliłem papierosa. Lubię takie wieczory po pracowitym dniu. Ciepło, ale już nie gorąco, wiatr od rzeki chłodzi przyjemnie.

Turyści siedzą w knajpach, najemni dotarli już metrem lub tramwajem do domu, jedzą kolację, niepracujące żony zakończyły swoje rundki po sklepach. Ulice powoli przechodzą pod panowanie innego rodzaju ludzi. Wypełzają ze wszystkich zakamarków miasta. Kurwy wszystkich lig, drobni handlarze narkotyków, kieszonkowcy. Aż dziwne, że jest ich tak dużo. Lubię sobie tak stanąć i obserwować. Bardzo to jest interesujące, bardzo.

Ciekawe, czy to ja mam tak coś w sobie, że przyciągam te szemrane elementy. Już trzeci dealer proponuje mi kokę. Odprawiam go ruchem dłoni. Obrigado, nie skorzystam.
Tymczasem dziwka zbliża się szerokimi zakolami, niby przypadkiem.
– Olá – rzuca, przechodząc. Aha, znaczy, jestem dla niej interesujący, choć chyba widać, że groszem nie śmierdzę.

1 maja 2015

Ewa

vakial, "***", CC BY-NC-ND 3.0
– Wiem doskonale, że jebałeś Ewkę. Pieprzyłeś tę wywłokę.
Stojąca przede mną kobieta aż buzowała z wściekłości.
– Znam cię, Jerzy. I wiem więcej, niż myślisz. Mogłeś to zrobić z każdą z tego pieprzonego środowiska, ale nie, wybrałeś tę tępą dzidę.
Jak ładnie: “tę” zamiast “tą” – pomyślałem. Moje czepianie się zaimków wskazujących odniosło wreszcie skutek. Nawet wzburzona używała poprawnej formy.
– Przecież ona wygląda jakby brakowało jej jakiegoś chromosomu. To jakiś pierdolony hermafrodyta – sypała dalej inwektywami pod adresem naszej wspólnej koleżanki.

Nie było sensu przerywać, zaprzeczać czy komentować. Ta burza musiała się sama wyładować. Choć ostatnio zauważyłem, że coraz częściej zahaczaliśmy o kwestię panny E. Tak, panny  jeszcze panny, bo już niedługo miała stać się mężatką. Byliśmy nawet świadkami łzawej ceremonii wręczenia pierścionka z pokaźnej wielkości kamieniem, który moja partnerka skwitowała uwagą: "jaka wieśniacka cyrkonia".

28 kwietnia 2015

Miau...

AmaxDiviner, "Broken but not torn", CC BY 3.0
Był na prochach. Doskonale to czuł. Czuł, jak prochy nakręcają jego organizm. Czuł każdy zmysł. Wyostrzony do granic możliwości. Odczuwał rytm. Odczuwał światło. Odczuwał wibracje podłogi. Odczuwał ruch powietrza, kiedy poruszyła się dziewczyna obok niego. Był we wspaniałym nastroju.
Lasery. Stroboskop. Światło luminescencyjnych lamp odkrywało na jego skórze finezyjny wzór. Zapłacił za niego fortunę. Połowę twarzy zdobiły mu misternie wytatuowane imitacje obwodów drukowanych. Zrobione przez starannie zaprogramowanego robota. Wiedział, że ludzi to kręci. Że jest kimś. Każdy, kto na niego spojrzał, wiedział, że jest podkręcany.
Był najlepszy. Najszybszy kowboj po tej stronie Atlantyku. Gwiazda sieci. Ale to wiedział już tylko on. Ci wszyscy, poruszający się wraz z nim w rytm elektronicznej muzyki, wiedzieli tylko, że jest sieciarzem. Poznawali to od razu. A on miał wszczepione w mózg najnowsze chipy Matsushity.
Ale teraz to było nieistotne. Teraz nie miał ochoty o tym myśleć. Chciał się bawić. I coraz bardziej chciał seksu. Prochy zawsze tak na niego działały. To znaczy tak działał na niego Błękitny Kryształ. Syntetyk. Jeden znajomy chemik robił go dla niego. Specjalny. Osobniczo modyfikowana struktura. Kombinacja kilkunastu różnych prochów. Miała go nie uzależniać. A na pewno nie pozostawiała kaca. Większość prochów niestety tak. Ale to teraz było nieważne. Coraz bardziej chciał seksu.

24 kwietnia 2015

Miniatury Barmana-Ravena IX (W dole lśniły..., Nutka)

the_tahoe_guy, "Downtown San Jose at Night", CC BY 2.0
W dole lśniły i mrugały światła miasta

Pojechaliśmy z Milką na początku moich studiów do Niemiec. Pracowaliśmy na czarno w jednej z turystycznych miejscowości, niedaleko granicy z Francją. Ponad małym miasteczkiem, przez środek którego płynęła szeroką wstęgą rzeka, dominował masyw górski. Większość czasu spędzaliśmy zarabiając w pocie czoła pieniądze – jeszcze wtedy niemieckie marki. Mieliśmy wolny jeden dzień w tygodniu.

Szybko naszą małą tradycją stało się spędzanie go do południa w łóżku. Co to były za poranki. Kochaliśmy się namiętnie, dziko, gwałtownie. Robiliśmy sobie sesje zdjęciowe, malowaliśmy się farbami, kiedyś nawet udało mi się długopisem pokryć rysunkami całe jej plecy, zanim nie zaczęliśmy się kochać. Wiązałem ją i udawałem, że gwałcę, to znów ona dominowała i kazała sobie usługiwać. Wariactwo, ale bardzo intymne.

21 kwietnia 2015

Colombiana

onur.kutluoglu(biped), "volkswagen beetle", CC BY-NC-ND 3.0
To musiało się tak skończyć. Dwaj faceci o ponurych twarzach stoją w milczeniu i patrzą na mnie obojętnie. Wyciągam do nich ręce, po chwili czuję chłodny dotyk metalu na nadgarstkach. Czy będzie bolało? Po tym, co się zdarzyło, chyba nic już nie jest w stanie mnie zranić. Wyższy, przystojniak o twarzy hollywoodzkiego aktora, obraca się i kiwa ręką przez drzwi. Do pokoju wchodzi trzeci mężczyzna. Oho, ten oznacza poważne kłopoty, widać po nim od razu. Cóż, można powiedzieć, że człowiek dostanie w końcu, na co zasłużył.

***

Nasze pierwsze spotkanie zadecydowało o wszystkim, teraz to widzę. Ciąg zdarzeń, kończący się dzisiejszego wieczora, mógł mieć tylko jeden początek, innego nie można sobie wyobrazić. Zacznijmy więc moją żałosną opowieść.