27 marca 2015

Cyganka i północny wiatr

Jalan14, Sweet smile II", CC BY 3.0
W gęstym deszczu padającym na procesję w święto Niedzieli Palmowej nikt nie miał pewności, czy zima już odeszła, ale większość była przekonana, że wiosna wcale jeszcze nie zawitała do Macondo.

Co znamienitsi mieszkańcy prowadzili świąteczny pochód, niosąc słomiane palmy. Niewielu z nich pochodziło z rodzin założycieli, wyjątek stanowił Eleuterio Hector Orellano, który pomimo ubogiego stroju i poszarpanych spodni trzymał głowę bardzo wysoko i przepychał się bezczelnie wśród sąsiadów. Za wybranymi dwoma tuzinami obywateli na starym i liniejącym mule wypastowanym czarną pomadą jechał ojciec Nicanor pod wielkim, jedwabnym baldachimem trzymanym przez ośmiu Turków w strojnych turbanach. Wiara ich różna była od reszty mieszkańców i dlatego mogli bez szkody dla przykazań kościelnych podjąć tę pracę nawet w dzień świąteczny. Nakrycia głowy wyszywane złotymi nićmi i perłami wcale nie musiały chronić ich od palących promieni słońca, bo to od wielu dni skrywało się za chmurami, za to podobne barwnym ptakom zrywającym się do lotu z pobliskich jabłoni i drzew cyprysowych stanowiły powód do dumy i prawie kobiecą ozdobę. Głos księdza intonujący pieśń w nieznanym reszcie języku, a przypominającym w brzmieniu ten, którym posługiwał się Jose Arcadio Buendia, był jedynym słyszalnym wśród szurania setek stóp. Cała kolumna przy wtórze dzwonków, drewnianych kołatek i stukotu kopyt muła szła szerokimi ulicami miasta w kierunku niewielkiej, wybielonej starannie bramy miejskiego rynku, która udawać miała otwierające się przed zbawicielem wrota Jerozolimy.

25 marca 2015

Rycerz, smok i dziewica

John Everett Millais, "The Knight Errant"
Dawno, dawno temu, za siedmioma górami, za siedmioma lasami, gdzieś w mrocznej grocie... smocze truchło leżało na ziemi. Wnętrzności wylewające się z brzucha bestii okręcały się wokół kopyt białego jak śnieg rumaka. Zbroja dosiadającego go rycerza lśniła jakby własnym blaskiem, mimo spowijającej całą pieczarę mgły. Przyjechał tu przecież po śmierć. Nie mógł więc pozwolić sobie na to, by przejść do legendy w brudnej zbroi. Pieśni o jego chwalebnej walce i niezmierzonej odwadze były już niemal na ukończeniu, a skrybowie i najlepsi artyści w pobliskim grodzie czekali tylko na powrót jego ciała. Nic więc dziwnego, że przez kilka ostatnich dni tyle samo czasu poświęcał doglądaniu pracy polerujących jego zbroję płatnerzy, co ostatnim treningom fechtunku.

Lecz okazało się, że to nie szczątki kolejnego śmiałka będą wiezione do zamku. To głowa smoka nabita na kopię stanie się główną atrakcją przyjęcia na cześć rycerza. Bohater zawstydził się z powodu wcześniejszego zwątpienia. Wbrew wszelkim złym przeczuciom znów okazało się, że siła smoczych zębów i pazurów jest niczym wobec czystego serca, szczerych intencji i pełnej odwagi duszy. Rycerz jeszcze raz zadumał nad zmiennością losu. Wczoraj jedyne, co tak naprawdę miał, to własne męstwo, a jedynym, czego pragnął było godne miejsce w pieśniach dla potomnych. Teraz smocza głowa leżała w sakwie, a naga księżniczka Agnieszka wtulała się w jego lśniącą zbroję. Obejmował ją mocno swymi ramionami dbając, by nie spadła z konia, gdy ruszyli ku wyjściu z pieczary.

23 marca 2015

Iskierka

© by Boober
Początek czerwca był ostatnim okresem, w którym ktokolwiek był w stanie skupić się na wykładach. Niemiłosierny upał, panujący na zewnątrz, szeroką falą wlewał się przez okna do sali wykładowej. Przeszklona, południowa fasada budynku Wydziału Elektroniki i Cybernetyki nie dawała żadnej osłony przed promieniami słońca. Wszyscy pocili się, starając się chronić notatki przed kroplami wody.

Panowie oprócz upałów mieli jeszcze jeden powód do spocenia. Doktor Biedrzyńską. Kobietę, która przyprawiała o szybsze bicie serca każdego, kto nie był kompletnym impotentem albo nie preferował mężczyzn. Sprężyste ciało, oliwkowa karnacja, kasztanowe włosy… Perfekcyjne połączenie subtelnej kokieterii Francuzki, rozbuchanego temperamentu Hiszpanki i chłodnego dystansu Szwedki… Jej zielone oczy miały w sobie coś kociego, jednocześnie drapieżnego i leniwie pieszczotliwego… 
– …samokalibrację układów autotransformatorowych można realizować kilkoma metodami… 

Ciepły, miękki alt doktor Biedrzyńskiej absolutnie nie pasował do problemów związanych z konstrukcją jakichś tam mikrokontrolerów. Słońce odbijało się w długopisach, zegarkach, kolczykach… Odbiło się też przez moment od zawieszonego na cienkim, złotym łańcuszku okrągłego przedmiotu spoczywającego na szyi doktor Biedrzyńskiej. Nikt w sali tego nie zauważył.

20 marca 2015

Przygody Roberta 2 cz. 5

Pavel Kiselev (Photoport), "Railway novel", CC BY-NC-ND 3.0
Nienawidzę spać w nieswoim łóżku, zwykle się wtedy nie wysypiam i wstaję bardziej zmęczony niż kładłem się spać. Między innymi dlatego nigdy specjalnie nie przepadałem za podróżami. Człowiek nie może znaleźć swojego miejsca na prześcieradle, przewraca się z boku na bok, aż w końcu beznamiętnie spogląda w sufit, zanim pogodzi się z porażką.

Dziś jednak byłem niewyspany z zupełnie innego powodu. Nocne igraszki zakończyliśmy z Polą około czwartej nad ranem i na sen po prostu nie zostało zbyt wiele czasu. Mimo, że po powrocie do naszego domku letniskowego zasnąłem dość szybko, to i tak się nie wyspałem. Zostałem obudzony krótko po ósmej. Rodzina Poli przygotowała dla nas śniadanie i nie było odwrotu, trzeba było wstać.

Tutaj panowały w ogóle inne zwyczaje. Jeszcze zanim rozeszliśmy się do swoich łóżek, Pola ostrzegła mnie, że u niej w rodzinie nie ma wylegiwania się w łóżku do późnych godzin. Tu wcześnie się wstaje i coś się robi.  Zwierzaki same się nie wykarmią, tłumaczyła. Opowiadała, że rodzice zawsze  znajdują jej zajęcie. Dlatego nauczyła się już sama wybierać, co robić kolejnego dnia. Najczęściej zajmowała się zwierzętami, czasem też kosiła trawniki lub robiła zakupy.

18 marca 2015

Telefon (Miniatury Autorów NE)

Stefangrosjean, "More", CC BY-NC-ND 3.0
Miniatura Kenaarf

– Dzień dobry. – Tuż obok rozbrzmiał melodyjny głos koleżanki.
Zawsze podziwiałam to, jak potrafi zmienić modulację, przełączając się na tryb pracy.
– Halo?! – Słowo pobrzmiewało zniecierpliwieniem. – No, słucham?! – Trzask rzucanej po chwili słuchawki rozniósł się echem po pokoju. – Jasna cholera mnie weźmie z tymi dziadkami. Przecież to nie pora respiratorów.
Lidka ewidentnie nie nadawała się do rozmów ze starszymi ludźmi, którzy często nie wiedzieli, gdzie są; musieli sobie przypominać nazwę ulicy, łapiąc przy tym łapczywie powietrze.
Rzeczywiście, jak słusznie zauważyła towarzyszka, pora nie była odpowiednia dla osób w podeszłym wieku. Weekend, środek nocy to domena młodych, żądnych wrażeń studentów.
Dźwięk dzwoniącego telefonu powstrzymał mnie przed wypowiedzeniem jakiegokolwiek komentarza.
– Słucham?
Odpowiedziała mi cisza.

16 marca 2015

Niespodzianka na Mazurach (Akcja ratunkowa II)

Val Mont, "Summergirl Claire", CC BY-NC-ND 3.0
Przeczytaj poprzednią część - Akcja Ratunkowa

Beata poszła spakować swoje rzeczy. Kuba, przygotowując Maka do wypłynięcia, rozmyślał o tym, co zaszło między nim a dziewczyną. Nie chodziło mu tylko o seks, bo ten był wspaniały, ale o to, co poczuł spędzając z nią całe popołudnie i noc. I rano, kiedy zaproponował wspólny pobyt na Mazurach do końca lipca. To, że podobała mu się jako kobieta było oczywiste, ale również znakomicie się rozumieli, dobrze im było razem. Po prostu zafascynowała go, mimo że praktycznie nic o niej nie wiedział, poza tym, co mu o sobie powiedziała. Takie nagłe zakochanie, które spadło jak przysłowiowy grom z jasnego nieba. Może to tylko zauroczenie, a może coś więcej, pomyślał...

13 marca 2015

Amen

Nicole.(Nikx), "Like the children we make believe.", CC BY-NC-ND 3.0
Filozofia. Jakże niezbędny przedmiot na studiach ekonomicznych – narzekał w myślach Michał, stojąc w autobusie i obserwując mijane za oknem budynki. Wiedział, że to na jego własne życzenie specjalnie w piątek musi dojeżdżać na uczelnię, zamiast spożytkować czas w ciekawszy sposób. Kumple doradzali, żeby zaliczył to wcześniej, ale on musiał być mądrzejszy. Chciał poczekać na tego „lepszego” prowadzącego, u którego można zaliczyć przedmiot obecnościami i pracą w grupach. Do egzaminu w sesji mu się uczyć nie chciało, to teraz ma. Pomysł był świetny. Michał nie przewidział jedynie, że zajęcia będą się odbywały w piątkowe popołudnia. A przecież specjalnie tak układał sobie plan, by ten dzień mieć całkowicie wolny. Jakby tego było mało, to był chyba jedynym studentem trzeciego roku na tych spotkaniach i nikogo nie znał, więc nie miał się nawet do kogo odezwać. Grupa nie należała do dużych – liczyła dwanaście osób. Jak wywnioskował z rozmów, trzymająca się zawsze razem ósemka pochodziła z pierwszego roku. Na uboczu pozostawali chłopak i dziewczyna o tym samym nazwisku.

11 marca 2015

Waterboarding

Archiwum własne Autorki
Na zegarze minęła siódma trzydzieści.
Mój mężczyzna spał jeszcze smacznie w swoim łóżku, podczas gdy ja pół godziny temu zaczęłam pracę.
Odstawiłam kawę i wzięłam w dłoń telefon. Wybrałam bardzo dobrze znany mi numer. Pierwszy sygnał, drugi, trzeci… No tak. Śpioch jak zwykle ma wyłączony dźwięk – pomyślałam. Po czwartym sygnale, kiedy już miałam przerwać połączenie, usłyszałam zaspane:
– Dzień dobry.
– Pora wstawać, Łowco – powiedziałam wesoło.
Te niemalże codzienne pobudki stały się naszym małym rytuałem.

Skąd wzięło się określenie Łowca? Mój mężczyzna jest headhunterem, zawodowym łowcą głów, pracuje w jednej z agencji doradztwa personalnego. Po jednym z naszych pierwszych spotkań napisałam do niego w wiadomości, że udało mu się mnie złowić. Tak został moim Łowcą.

Rozmowa toczyła się w najlepsze, kiedy nagle padło:
– Dziś Cię wykąpię. – Ton głosu mężczyzny był przepełniony czułą delikatnością.

9 marca 2015

Pusta sala

Astrid Westvang, "Attic", CC BY-NC-ND 2.0
W centrum miasta stał wysoki budynek z cegły. Dotarliśmy tam o umówionej godzinie. Strażnik obejrzał moje dokumenty. Badawczo przyjrzał się naszej dwójce. Wystarczyło powołać się na odpowiednią osobę i drzwi stanęły otworem.
Wie pani którędy..?
Tak, wiem. Dziękuję.

Nasze spojrzenia spotkały się ze sobą, gdy mijałam go w drzwiach. Szybko przeniósł wzrok na towarzyszącego mi mężczyznę. Uśmiech, niczym odbity w krzywym zwierciadle grymas, pojawił się na jego twarzy. Drwina drgała w kącikach ust, nie ukrywał pogardy. Pozwalał sobie na zbyt wiele. Mój towarzysz nagle podniósł głowę. Wbił wzrok w strażnika z taką intensywnością, że tamten zachłysnął się wdychanym powietrzem.

Nie dostrzegł uśmiechu, który rozświetlił moją twarz. Widział tylko sylwetkę oddalającej się kobiety. I mężczyznę podążającego w ślad za nią. Słyszał rytmiczny stukot obcasów na kamiennej posadzce. I własne dudniące serce.
W takie oczy trzeba umieć spoglądać.

6 marca 2015

9×19 PARA

Pitoxlon, "Lara Render 3", CC BY 3.0
W pokoju panował zaduch. Śmierdziało potem, papierosowym dymem i niepranym prześcieradłem.
Wyczuwalna była też woń słodkich perfum. Przyczyna tego ostatniego zapachu leżała na łóżku. Powód smrodu potu i niepranej pościeli stał, a będąc ścisłym, wisiał przymocowany bawełnianą linką do haków od dziecinnej huśtawki, wbitych we framudze drzwi.

Chwilowo nie całkiem przytomny. Zresztą czemu się dziwić? Po solidnym prawym prostym trudno pozostać rześkim i kwitnącym.
Przyczyna leżąca w łóżku też miała mocno ograniczoną możliwość ruchu. Kilka kawałków szarej power-tape wokół kostek i nadgarstków raczej wykluczało samodzielne oddalenie się.

A ja? Ja siedziałem sobie za stołem, z wyciorkiem w dłoni. Przede mną leżał rozmontowany SiG-Sauer. Solidny, szwajcarski P226. Urocza konstrukcja, zwarta i precyzyjna. Jak szwajcarski zegarek.

Oksydowana podstawa, lśniące suwadło zamka...